„Pierwszy test obudowy aparatu fotograficznego w wodzie okazał się lekką traumą. Wypłynąłem na ocean w płetwach, zajęło mi to z 10 min i okazało się, że obudowa przecieka. Jeszcze tak szybko nie płynąłem nigdy do brzegu, jakby mnie rekin gonił. Jak wyszedłem na brzeg, to mało nie upadłem ze zmęczenia. Na szczęście aparat przetrwał tę próbę...”


To fragment notatki datowanej na 10 marca 2010 roku. Autorem jest szczecinianin Bogusz Trepka, zapalony windsurfer, aktualnie znajdujący się na Hawajach. To on wymyślił i powołał do życia portal internetowy sieplywa.pl, jeden z najpopularniejszych wśród maniaków wodnych sportów ekstremalnych. Niełatwo go złapać na miejscu, bo większość czasu przebywa w podróży, odwiedzając te miejsca na świecie, które posiadają idealne warunki do surfowania. Należy do tej grup szaleńców, dla których złe warunki pogodowe oznaczają coś zupełnie przeciwnego. Silny wiatr, sztorm na morzu i oceanie – to jego żywioł, a wszystko po to, by wskoczyć na deskę i dać się złapać fali.
 W pogoni za idealną falą znalazł czas, aby opowiedzieć o portalu, swojej pasji i wodnym szaleństwie, które ogarnia coraz większą liczbę Polaków. Rozmowę odbyliśmy na linii Szczecin – Maui...

 

Informacje z pierwszej ręki

– Na windsurfingu pływam od początku liceum i równocześnie od tego czasu pracowałem na regatach windsurfingowych, które rozgrywały się przez kilka lat z rzędu na polskim Wybrzeżu (Era Windsurfing Cup) – opowiada Bogusz. – Na zawody zjeżdżała się czołówka światowego windsurfingu. Po którejś edycji zawodów staliśmy się dobrymi znajomymi. To okazało się doskonałą furtką do dalszej współpracy nad projektami, w których ci zawodnicy brali udział, poza czasem, który poświęcali na starty w zawodach. Jednym z takich projektów był Masters of Speed, do którego należał m.in. Finian Maynard z Wysp Dziewiczych, autor jednego z rekordów prędkości jednostki pływającej napędzanej wiatrem. Moim zadaniem było stworzenie strony internetowej dla tego przedsięwzięcia i jej późniejsza administracja. Projekt ruszył jesienią 2004 roku w momencie ustanowienia wspomnianego rekordu. Któregoś dnia odbieram telefon i słyszę w słuchawce: „Bogo I bit the record, put it on the website...”. W tym momencie byłem jedną z kilku osób na kuli ziemskiej, która wiedziała o tym wydarzeniu kilka minut po tym, jak ono miało miejsce. W tym czasie nie było jeszcze Facebooka, Tweetera i innych mediów szybkiego rozprzestrzeniania informacji. Poza stroną internetową całego projektu i kilkoma innymi portalami aktualizowanymi rzadziej lub częściej, nie było gdzie opublikować tej wiadomości. Rekord został pobity, czas leciał dalej, a we mnie pozostało niespełnione pragnienie dzielenia się informacjami, które dostawałem z pierwszej ręki od reszty środowiska surfowego.

 

Wysadźmy Danię

„Od tygodnia na Maui wieje non-stop (wcześniej nie wiało za dużo), więc pierwszą sesję zaliczyłem przeżeglowany na 4.7. Na kolejne dni zdobyłem 4.2, które idealnie wpasowuje się w tutejsze warunki. Hookipa jest tak napakowana zawodnikami, którzy przyjechali na sesje zdjęciowe, że nawet nie próbuję tam pływać, bo dopchanie się do fali graniczy z cudem, a po Cabo, na którym były 2-3 osoby na spocie i każdy miał swoją falę, trochę się rozpuściłem.”

Przełom nastąpił niecały rok później. Na pomysł portalu Bogusz wpadł, jak to często bywa, przypadkiem i w dość niebanalnych okolicznościach. Na początku roku 2005 wylądowałem, w środku tygodnia, w szczecińskim klubie City Hall, który wtedy mieścił się jeszcze w klimatycznym budynku starego ratusza. Akurat odbywał się tam koncert – nie pamiętam, kto grał, ale panowała atmosfera totalnego luzu – kontynuuje opowieść. – Słuchając muzyki, wpadłem nagle na pewien pomysł. Wziąłem długopis od barmana i na serwetce zacząłem spisywać to, co w tym momencie miałem w głowie. Następnego dnia zacząłem działać. Efekt tamtych wydarzeń można zobaczyć pod adresem www.sieplywa.pl.

 

Surfowe e - społeczeństwo

Zgodnie ze sloganem który znajduje się w logo portalu, jesteśmy codziennym źródłem surfinformacji. W chwili obecnej, od momentu założenia witryny, średnio dwa tysiące osób dziennie z niej korzysta. Chyba osiągnęliśmy tzw. masę krytyczną dla tej grupy odbiorców, która w Polsce liczy około 50 tysięcy surferów, na różnym poziomie zaawansowania i uprawiających różnego rodzaju surfdyscypliny – od windsurfingu, poprzez kitesurfing, surfing skimboarding, po wakeboarding. Kim konkretnie są nasi odbiorcy? Myślę że jest to cały przekrój surfowego społeczeństwa naszego kraju, ale najliczniejszy grupa to ludzie w wieku 20-30 lat.

Redakcja portalu liczy cztery osoby, rozproszone po całym kraju. Co istotne, każda z nich mocno związana jest z dziedziną  sportu o jakiej pisze. Bogusz dba głównie o finanse pracy oraz o dalszy rozwój portalu. Dodatkowo odpowiada za stronę programistyczną i graficzną, przy której pomagają mu jeszcze dwie osoby.

–  Można powiedzieć, że za całym przedsięwzięciem stoi teraz siedem osób. Kiedyś robiłem to wszystko sam (programowanie, grafika, redagowanie treści, sprzedaż reklam, promocja...), a teraz udało się zbudować zgrany zespół. Oczywiście nie mogę pominąć osoby Krzysztofa Mruka, który zajmował się redagowaniem treści od samego początku i miał wpływ na powstawanie całego projektu Sieplywa.pl – dodaje.

 

W pogoni za falą

„Minął tydzień od momentu, kiedy wyjechałem na Maui, tylko tyle, że na wyspie jestem dopiero od kilku dni. Tym razem pobiłem rekord podróży na Hawaje. W sumie wyszło jakieś 72 h. W związku ze strajkiem British Airways przesunęli mi wtorkowy wylot na poniedziałek, w związku z czym miałem nockę w Londku. Później samolot z Londynu do Los Angeles był spóźniony…”

Życie na walizkach. Tak wygląda życie surfera. Przymus? Zdecydowanie pasja. Bogusz również należy do takich osób.

– Środowisko surfowe charakteryzuje się tym, że jak wieje i jest sztorm, to normalni ludzie chodzą przygnębieni i narzekają na pogodę, a surferzy podskakują pod niebiosa w związku z idealnymi warunkami na wodzie – stwierdza Bogusz. - Morze Bałtyckie jest zamkniętym zbiornikiem wody, na którym nie występują pływy, tym samym nie tworzy się fala do surfingu. Także jedynym źródłem dobrego zafalowania jest sztorm i to sztorm tuż nad naszymi głowami. Zwracam na to uwagę, gdyż na Atlantyku czy Pacyfiku sztorm w jednym rejonie globu generuje falę, która przebywa drogę kilku tysięcy kilometrów, formując się i piętrząc, aż rozbija się u słonecznych wybrzeży Portugalii, Hiszpanii czy przy mniej słonecznych brzegach Wielkiej Brytanii, Irlandii. Tego typu fala określana jest w języku angielskim jako „swell”. Niestety taka fala nigdy nie powstanie na Bałtyku, bo Półwysep Jutlandzki zamyka drogę dla fali wygenerowanej daleko na Atlantyku. Kiedyś mieliśmy nawet pomysł, aby założyć fundację na rzecz wysadzenia w powietrze części Danii i poprawienia warunków surfowych na Bałtyku – dodaje ze śmiechem. – W chwili obecnej Sieplywa.pl jest jakby dodatkowym zadaniem, które robię na boku, natomiast na co dzień zajmuję się marketingiem i obsługą  medialną kilku firm produkujących sprzęt windsurfingowych. Większość pracy wykonuję z Polski online. Mimo to część roku spędzam w podróży na przykład na Hawaje, aby przygotować tam materiał foto/wideo, który następnie trzeba obrobić i wypuścić w postaci katalogu reklamowego czy klipu wideo. Innym razem trzeba pojechać do fabryki w Chinach i sprawdzić, na ile to, co zaprojektowałem w komputerze, zostało poprawnie wyprodukowane. Innym jeszcze razem na Wyspach Zielonego Przylądka odbywają się zawody windsurfingowe, na które jadę, aby przygotować ciekawy materiał promocyjny dla firm, których zawodnicy tam startują. Rzadko kiedy zdarza mi się wyjeżdżać jako turysta. Prawie zawsze wyjazd jest połączony z pracą, która daje mi tyle satysfakcji i zabawy, że mogę tak pracować do końca życia. Co więcej, dzięki podróżom i pracy w branży windsurfingowej, osoby, które można zobaczyć na okładkach magazynów surfowych, są znajomymi, których widuje się każdego dnia, siedząc przez miesiąc lub dwa na Hawajach. Konkluzją tych wywodów o fali jest to, że życie surfera toczy się w toku wiatru i fal. Siedząc w szkole czy pracy i patrząc na uginające się do ziemi drzewa, typowy surfer dostaje szału i kombinuje, jak za wszelką cenę znaleźć się nad wodą. To jest jak uzależnienie, tylko tyle, że od sportu.

Aneta Dolega

Fragmenty dziennika i zdjęcia pochodzą ze strony www.sieplywa.pl

 

 

Prestiż  
Kwiecień 2010